W nocy z 15 na 16 sierpnia 2026 roku 41-letni Jarosław Brodziak, doznający zawału serca, nie uzyskał pomocy w izbie przyjęć Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ulicy Zbigniewa Herberta w Lublinie. Pomimo używania dzwonka nikt nie otworzył mu zamkniętych drzwi. Wezwany przez jego żonę zespół ratownictwa medycznego przewiózł mężczyznę do innego szpitala, gdzie przeszedł pilny zabieg. Dyrekcja pierwszej placówki potwierdziła zdarzenie i wstępnie oceniła postępowanie personelu jako niewłaściwe, a wyjaśnianie sprawy rozpoczął lubelski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia.[1]

Przebieg zdarzenia

Przed godziną 2:00 Brodziaka obudziły dreszcze i niepokój. Później pojawiły się wymioty, biegunka, ucisk w klatce piersiowej, problemy z oddychaniem oraz ból rąk i szczęki. Mężczyzna i jego żona zdecydowali się pojechać własnym samochodem do oddalonego o niespełna trzy kilometry szpitala przy ulicy Herberta.[1]

Do izby przyjęć dotarli przed godziną 3:00. Drzwi były zamknięte, a umieszczona na nich informacja polecała po godzinie 22:00 korzystać z dzwonka. Pomimo wielokrotnego dzwonienia nikt nie otworzył. Po około pięciu minutach żona pacjenta wezwała pogotowie. Według jej oceny od przyjazdu pod izbę przyjęć do odjazdu ambulansu mogło minąć około pół godziny.[1]

Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Lublinie potwierdziło, że dyspozytor odebrał zgłoszenie o godzinie 3:19, a zespół interweniował przy izbie przyjęć na ulicy Herberta. Ratownicy wykonali EKG i przewieźli pacjenta na sygnale do szpitala MSWiA przy ulicy Grenadierów.[1]

Leczenie

W szpitalu MSWiA rozpoznano ostry pełnościenny zawał ściany prawej serca. Pacjent trafił na salę operacyjną i przeszedł koronarografię. Spędził w szpitalu siedem dni, a następnie został wypisany z zaleceniami dotyczącymi leczenia, diety, aktywności fizycznej, zaprzestania palenia i dalszych kontroli.[1][2]

Wyjaśnianie sprawy

Dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego Piotr Matej potwierdził, że do zdarzenia doszło. Zgodnie z harmonogramem w izbie przyjęć powinny wówczas dyżurować dwie osoby personelu pielęgniarskiego, a w szpitalu obecny był lekarz dyżurny, który powinien zostać przez nie niezwłocznie wezwany. Dyrektor podkreślił, że każda zgłaszająca się osoba powinna zostać przyjęta, a jej stan oceniony.[1]

Według wstępnych ustaleń szpitala sposób postępowania personelu nie był właściwy. Pracownicy zostali wezwani do złożenia wyjaśnień; dyrektor nie wykluczył konsekwencji dyscyplinarnych i wydał polecenia przypominające zasady przyjmowania pacjentów, szczególnie nocą. Jak przekazał, wcześniej nie odnotowano podobnych skarg dotyczących tej lokalizacji.[1]

Lubelski oddział NFZ potwierdził, że izba przyjęć przy ulicy Herberta jest objęta umową z Funduszem i powinna działać przez całą dobę. Oddział zwrócił się do szpitala o wyjaśnienia. Do 26 sierpnia 2026 roku NFZ nie otrzymał innych skarg dotyczących tej izby ani zgłoszenia przez szpital przerwy w udzielaniu świadczeń. Jarosław Brodziak i jego żona nie planowali wówczas składania własnej skargi.[1]

3 września Prokuratura Rejonowa Lublin-Południe wszczęła śledztwo w sprawie nieudzielenia pomocy przez personel medyczny osobie znajdującej się w położeniu zagrażającym życiu lub zdrowiu. Zawiadomienie złożyła dyrekcja szpitala. Prokuratura zapowiedziała przesłuchanie Brodziaka, zabezpieczenie dokumentacji medycznej i nagrań monitoringu; na tym etapie nikomu nie przedstawiono zarzutów.

Szpital podał, że monitoring potwierdził obecność pacjenta pod drzwiami izby przyjęć. Dwie dyżurujące osoby z personelu pielęgniarskiego tłumaczyły, że nie słyszały dzwonka, jednak placówka sprawdziła, że urządzenie działało. Wobec obu wszczęto postępowania dyscyplinarne; zostały odsunięte od pracy w izbie przyjęć i od nocnych dyżurów oraz przeniesione do innych komórek pod nadzór.[3]

4 września w rozmowie z Radiem Lublin Piotr Matej sprecyzował, że dyżur pełnili pielęgniarka i pielęgniarz. Podał, że komisja wysłuchała obojga, a dyrekcja nie dała wiary wyjaśnieniom o niesłyszeniu dzwonka. Zapowiedział zastosowanie surowych konsekwencji, nie wykluczając zwolnienia dyscyplinarnego; nie poinformował jednak o dokonanym zwolnieniu. Podkreślił również, że drzwi izby przyjęć tej nocy nie powinny być zamknięte.[4]

Przypisy

  1. Piotr Kozłowski. Jarosław umierał przed izbą przyjęć dużego szpitala. Nikt mu nie pomógł. „Przeżyłem cudem”. Radio ZET. 2026-08-27. pl. Dostęp: 2026-08-27. ↩ ↩ ↩ ↩ ↩ ↩ ↩ ↩
  2. Dziennikarze Onet Wiadomości. Skandal w Lublinie. Pan Jarosław miał zawał serca. Nie mógł dostać się do szpitala. Onet. 2026-08-27. pl. Dostęp: 2026-08-27. ↩
  3. Tomasz Mikulicz. Miał zawał, w nocy przez kilka minut dzwonił do drzwi szpitala. Nikt nie otworzył. TVN24. 2026-09-03. pl. Dostęp: 2026-09-04. ↩
  4. MaTo; opr. PrzeG. Szpital zapowiada poważne konsekwencje. Personel nie udzielił pomocy pacjentowi z zawałem. Radio Lublin. 2026-09-04. pl. Dostęp: 2026-09-07. ↩